pożyczki

#4 Historia pewnego kota – Jeziorek

 

Latem pewni ludzie pojechali sobie na Mazury. Z psem. I z któregoś spaceru pies przyniósł im w pysku kociaka. Zdecydowanie niesamodzielnego.

 

Gnojek trafił do mnie ważąc 107 gramów. Początkowo mieszkał w wiaderku po śledziach ustawionych na poduszce elektrycznej, by przypadkiem z tej poduszki nie zlazł. Żarł i rósł. Żarł i rósł. Żarł i rósł. I w sumie nadal żre i rośnie. Efekt jest taki, że mając pół roku jest obecnie rozmiarów solidnego dorosłego kocura. Nikt mi nie wierzy, że to koci podlotek! Trudno sobie wyobrazić jakie rozmiary osiągnie w dorosłości – ale na pewno nie będzie mikro-kotkiem!

 

Jak większość „butlaków”, czyli kociąt odkarmianych butelką – uważa, że człowiek to najlepsze stworzenie na świecie. Jest cudownym całuśnym miglancem, który każe się nosić na rękach, bezwładny jak rasowy ragdoll i pozwala się całować wszędzie tam, gdzie wolontariusz ma na to ochotę ;) Jak również sam całuje wszędzie tam, gdzie ma na to ochotę, nie zawsze pytając wolontariusza o zgodę… Jest jednym z kocich ideałów, w zasadzie ma tylko jedno wymaganie adopcyjne – jego towarzysz musi być z grubsza podobnych gabarytów, bo filigranową 3-kilową koteczkę w szale radości mógłby po prostu rozpłaszczyć ;)

 

J.

  
 
Dodaj link do:
www.facebook.com